Polityka na obcasach

Drukuj

Polityka na obcasach. Filmowa kobieta polityk.

Mówi się, że polityka to męski świat, pod krawatem i w garniturze. W większości wyobrażamy sobie polityka jako mężczyznę w średnim wieku lub już lekko podstarzałego. Polityka to świat trudnych wyborów, dlatego werbuje ludzi zdecydowanych, pewnych siebie, myślących szybko, potrafiących się dobrze sprzedać. Czy w takim razie jest to miejsce dla kobiet?

Niemal w każdej epoce historycznej można znaleźć przykłady pań stojących na czele państw. Do tych najbardziej znanych, stanowiących symbole kobiecych rządów, można zaliczyć: Kleopatrę, Elżbietę I, Marię Teresę, Katarzynę II, Wiktorię, a w Polsce: królową Jadwigę oraz Annę Jagiellonkę. W Holandii nieprzerwanie przez 123 lata na tronie zasiadały same kobiety: Wilhelmina, Juliana i Beatrycze. Pierwszą wybraną  na świece panią prezydent została Vigdís Finnbogadóttir – prezydent Islandii. Urząd piastowała od 1980, potem lud wybrał ją jeszcze dwa razy na to stanowisko. Obecnie kobieca prezydentura jest sprawowana w 10 krajach świata, za to pań premier jest na świecie 8.

Jak wizerunek kobiety kształtuje film? Oczywiście ile scenariuszy, tyle punktów widzenia. Jednak można zauważyć, że w kinie o gatunku politycznym dominują dwa rodzaje kobiet. Pierwszy to kobieta ambitna, sama prowadząca swoją politykę, z którą liczą się inne ważne osobistości, co nie znaczy, że zawsze się z nią zgadzają. Druga postawa reprezentuje coś, co można nazwać sylwetką „kobiety ozdoby”. Ściślej mówiąc to dama, piękna niewiasta, nie zawsze interesująca się światem politycznym, a częściej wpływami lub tym jakie buty lub kapelusz będą stosowniejsze do okazji.

Swego czasu głośno było o filmie „Żelazna dama” z Meryl Streep, która za rolę Margaret Thatcher zgarnęła Oskara i Złoty Glob dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej. Rzeczywiście należy podkreślić, że rola premier Wielkiej Brytanii to swego rodzaju pretekst do pokazania znakomitej gry aktorskiej Streep. Ekranizacja nie jest szablonową biografią Żelaznej Damy jaką znamy. Oczywiście reżyserka ukazuje zdolności przywódcze pani Thatcher oraz jej silny charakter i powściągliwość. Pani premier ma zawsze przygotowaną odpowiedź, nie sposób jej zbić z tropu, nawet gdy jest wyśmiewana, pozwala dojść do słowa przeciwnikom i cierpliwie słucha, by w końcu dojść do ofensywy.

„Żelazna dama” to film, który ukazuje trudną drogę wspinania się po szczeblach kariery. Kobieta jest tylko kobietą, choć nikt tego głośno nie mówi, mimo że prawo pozwala na to by kobieta piastowała poważne, męskie stanowisko, to nadal jest kobietą, a ta nie pasuje do świata polityki. Thatcher wyróżnia się płcią, strojem, a nawet głosem. Reżyser w ironiczny sposób ukazuje kontrast w Pałacu Westminsterskim. Gdy pierwszy raz dama wkracza do parlamentu kamera nie pokazuje jej twarzy lecz jasne czółenka wśród męskich, czarnych butów. Potem Thatcher szuka łazienki i wchodzi najpierw do męskiej, za to w damskiej toalecie czeka na nią… deska do prasowania i żelazko.

Wizerunek byłej pani premier jest bardzo rozbudowany, by ukazać elementy marketingu politycznego. Wyglądem zajmują się eksperci, sugerujący zmianę fryzury, sposobu wysławiania się i tonu głosu oraz pozbyciem się nakrycia głowy i pereł. Dama godzi się na wszystko, z wyjątkiem rezygnacji z „bliźniaków” – to perły które dostała od męża po urodzeniu swoich dzieci. W filmie ukazane są najważniejsze wydarzenia związane z objęciem rządów przez panią Thatcher: zamykanie nierentownych kopalń, strajki i konflikty ze związkami zawodowymi. Sporo czasu zabiera wątek walki z IRA oraz traumą związaną z zamachami terrorystycznymi. Widz ma wrażenie, że wszystkie ataki bombowe, których pani Thatcher była świadkiem odbiły się znacząco na jej psychice. Tak bardzo, że teraz cierpi na alzheimera lub głęboki przejaw demencji.

Współczesna Margaret Thatcher nie jest już panią premier jaką znamy, lecz babcią która ma problemy z odnalezieniem się w rzeczywistości. Starsza pani żyje wspomnieniami, wydaje się że jej mąż wciąż żyje, zapomina jaki jest miesiąc. Ta babcia wciąż chce być Żelazną Damą, lecz przychodzi jej to z trudem. Być może zamysłem pani reżyser było ukazanie wrażliwej strony pani Thatcher, ale w ten sposób Żelazna Dama stała się bezradną staruszką.

Monarchinie stały się inspiracją dla kolejnych dzieł filmowych. Poprzez kinowe wersje księżniczek postrzega się jako piękne ikony stylu, trochę lekkomyślne i impulsywne, trochę nieszczęśliwe, ponieważ mają związane ręce etykietą. Widać to na przykładach „Grace. Księżna Monako”, „Diana” oraz ich „babciach” – „Maria Antonina”, „Księżna (The Duchess)”  i „Elizabeth Złoty Wiek”. Wszystkie te filmy są bardzo sfeminizowane, co może nie byłoby wadą gdyby nie fakt, że ich funkcje i losy zależą od mężczyzn. Wszystkie postacie uwikłane są w jakiś romans, nawet Królowa Dziewica zakochuje się nieszczęśliwie w korsarzu sir Raleighie granego przez Cliva Owena.

Mówiąc o monarchii nie sposób nie wspomnieć o „Królowej”, czyli Elżbiecie II. Rola Helen Mirren, jak najbardziej zasługująca na Oskara, świetnie ukazuje postać królowej jaką znamy – wyniosłej, zimnej, przestrzegającej dworskiej etykiety, konserwatywnej. Oprócz tego Helen Mirren swoją rolą nic nie dopowiada i sprawia, że widz zaczyna sam zastanawiać się nad charakterem Elżbiety II. „Królowa” to film, który w pewien sposób chce rozliczyć władczynię z oskarżana o brak serca i żalu po śmierci Diany. Królowa zachowuje się w określony sposób, ponieważ tak została wychowana – na władczynię obiektywną, przestrzegającą etykiety. Monarchini pozostaje niezrozumiana i zamknięta we własnym hermetycznym świecie, który powoli przemija.

Większość kobiet i mężczyzn nie zdaje sobie sprawy, że nie byłoby żadnej Margaret Thatcher, ani innej pani polityk czy sędziny, gdyby nie sufrażystki. Można się śmiać  i zarzekać, że „Sufrażystki” to film modnej treści, ale myślę że film potrzebny. Jak na ironię jedyną nagrodą jaką otrzymał to BIFA dla najlepszego aktora drugoplanowego. Jednak ukłon należy się Carey Mulligan, tytułowej sufrażystce i charyzmatycznej Helenie Bonham Carter. W filmie występuje Meryl Streep, która gra Emmeline Pankhurst, ale jest to rola epizodyczna.

Akcja „Sufrażystki” zaczyna się w 1912 roku i pokazuje zmagania ruchu kobiet na rzecz zdobycia praw wyborczych, obywatelskich i praw rodzicielskich. Reżyser nie pomija wydarzeń, które rzeczywiście miały miejsce i wiązały się z akcjami sufrażystek jak, chociażby wybijanie szyb na wystawach czy masowe protesty mające na celu zwrócenie uwagi na hasła organizacji. Pojawiają się autentyczne postacie jak Emily Wilding Davison– radykalna działaczka, która zginęła, gdy podczas wyścigów konnych w Epsom, wtargnęła na tor i została stratowana przez królewskiego konia oraz wspomniana przeze mnie wcześniej Emmeline Pankhurst – inspiratorka całego ruchu sufrażystek jak i założycielka Ligii Kobiet, za pomocą której chciała zjednoczyć siły w walce o przyznanie kobietom praw wyborczych.

W filmie nie brakuje wzruszających i budzących niesprawiedliwość scen. Carey Mulligan zostaje wyrzucona przez męża z domu za udział w zgromadzeniu Ligi Kobiet. Nie może się widywać z synkiem, który pozostaje z ojcem mającym prawo do opieki nad dzieckiem, a potem sprzedaje małego George’a do adopcji bez wiedzy i zgody matki. Nikt nie chce słuchać o losie kobiet gwałconych, wyzyskiwanych, dostających mniejsze wynagrodzenie. Sufrażystki za głoszenie swoich poglądów są bite, poniżane, więzione. Podczas posiedzenia sądowego, na rozprawie o podniesienie stawek wynagrodzenia dla kobiet, sędzia pyta Mulligan „Co dla pani znaczy prawo głosu, pani Watts?” na to kobieta odpowiada: „Nigdy nie myślałam, że je dostaniemy, więc o tym nie myślałam” – Więc co pani tu robi? – pyta sędzia. – Sama myśl, że mogłybyśmy… Że to życie… że może da się żyć w inny sposób… Przepraszam za moje słowa.

Sufrażystki to twarde kobiety, które motywowane są przez przeciwności. Są tak oddane sprawie, że gotowe się głodzić a nawet zginąć. Ich czyny budzą podziw i wyrazy uznania za to, że kobiety mają takie prawa jak mężczyźni.

„Don’t cry for me Argentina” to hit Madonny z musicalu „Evita” o Ewie Peron – kochance, a późniejszej żonie Juana Perona. Pani Peron, z domu Duarte, nie była politykiem, lecz Pierwszą Damą. Jednak jej audycje radiowe, przemówienia oraz fundacja, przemówiły do ludu, który czcił ją jak bóstwo. Gdyby wierzyć wykreowanemu wizerunkowi przez film, pani Prezydentowa była wyrachowaną, wyuzdaną kobietą, która wykorzystała swoje wdzięki by wspiąć się z najniższego szczebla na najwyższy.

Eva Peron rzeczywiście podkreślała, że wywodzi się z ludu, biednej rodziny. Powszechnie wiadomo, że rzuciła szkołę by wyjechać do Buenos Aires i zrobić karierę. Wybiła się dzięki koleżance z branży, włoskiej aktorce, która wstawiła się za Ewą w radio. Kariera Evity nabiera rozpędu, jej zdjęcia ukazują się w magazynach, dostaje role w pełnometrażowych filmach i staje się znaną osobistością. W 1944 roku poznaje ministra Peron, który zakochuje się w niej. Rok później para bierze ślub.

Z musicalu i plotek na temat Evity wynika, że zmieniała mężczyzn jak rękawiczki, by wspiąć się na szczyt, ale czy tak było naprawdę nie wiadomo. Istnieje kilka wersji historii pierwszego spotkania państwa Peron. W filmie para poznaje się na balu charytatywnym, po którym przyszły prezydent jedzie do mieszkania pani Duarte, spędza z nią noc. Potem razem kochankowie jadą do willi Juana Peron i w absurdalnej scenie Eva wyrzuca z domu żonę ministra, jeszcze w koszuli nocnej.

Działania polityczne pani prezydentowej są również osadzone w filmie. Madonna śpiewnie wykrzykuje w audycji radiowej jakim to Juan Peron jest świetnym politykiem, rozdaje pieniądze biednym z jadącego pociągu, przemawia do ludzi, którzy skandują melodycznie jej imię. Pokazano podróż do krajów Europy i chłodne przyjęcie we Włoszech oraz Francji. Ukazał się też problem inflacji, rosnącego zadłużenia kraju i zmniejszających rezerw złota pod rządami Juana Peron.

„Evita” to musical zbudowany na kontrastach. Być może wyjaskrawienie negatywnych cech pani Peron miało na celu łatwiejsze przyswojenie filmu w wersji śpiewanej. Z pewnością jest to kino lekkie, ale Evity nie da się lubić ze względu na jej powierzchowność i interesowność.

Zupełnym przeciwieństwem Evity Peron jest Aung San Suu Kyi. Daw Suu jest laureatką pokojowej nagrody Nobla, a w 2012 roku uznano ją za jedną 100 najbardziej wpływowych osób na świecie. Kobieta jest nazywana Birmańskim Ghandim dzięki swojej pokojowej walce z wojskową juntą. Aung San Suu Kyi, córka byłego premiera Birmy Aung Sana, założyła opozycyjną partię Ligę na rzecz Demokracji, która w 1990 roku wygrała powszechne wybory do parlamentu, jednak wynik nie został uznany przez reżim wojskowy. O sprawie Daw Suu zrobiło się głośno, gdy w 1989 roku została poddana aresztowi domowemu, trwało to do 1995 roku. Później w latach od 2000 do 2010 ponownie zamknięto ją we własnym domu, z przerwą od maja 2002 do maja 2003. W sierpniu 2009 została postawiona przed sądem za złamanie zasad odbywania aresztu domowego i skazana na 3 lata więzienia, pod naciskiem opinii publicznej zamienione na kolejne 18 miesięcy zamknięcia w domu.

W 2011 roku miała miejsce premiera filmu Luca Bessona „Lady”, będącego biografią Aung San Suu Kyi. Ekranizacja po krótce przestawia krwawe strajki studentów oraz ludu przeciwnemu działaniom wojskowym, wiece z udziałem Daw Suu, próbę zjednoczenia rozbitej Birmy oraz wybór na sekretarza generalnego Aung San Suu Kyi. Większą część seansu zajmują relacje rodzinne laureatki nagrody Nobla oraz jej długotrwałą izolację i rozłąkę z mężem. Tak naprawdę związek z mężem Aung San Suu Kyi jest wątkiem głównym, mimo że polityka zajmuje również znaczące miejsce. W pewnym momencie można mieć wrażenie, że to film o tęsknocie za żoną, co może zniechęcić. W dodatku postać tytułowej „Lady” wydaje się być zbyt monumentalna na przekór swojej kruchości. Pomimo tego zabiegu warto obejrzeć film chociażby ze względu na piękno samych widoków Birmy oraz dozy ciekawości, którą otrzymujemy po obejrzeniu „Lady”.

Jaka jest filmowa pani polityk? Przerysowana. Musi taka być by dała się lubić, ponieważ to na niej skupia się cała uwaga. Takie zdanie z pewnością mają reżyserzy omówionych przeze mnie filmów. Margaret Thatcher niegdyś Żelazna Dama, dziś musi być babcią z alzheimerem, ponieważ jej choroba budzi współczucie. Królowa Elżbieta II jest ekstrawertyczką, która przeżywa wewnętrzną walkę w środku, dlatego trzeba wybaczyć jej zimne zachowanie. Sufrażystki to pierwsze feministki, a te kojarzone są z kontrowersyjnymi działaniami i nie są przychylnie odbierane. Dodajmy do walki z męskimi wiatrakami łzawe sceny rozłąki matki i dziecka oraz subtelną Carey Mulligan, a wzruszy się nawet największy przeciwnik feministek. Za to Luc Besson pomyślał, że Aung San Suu Kyi przedstawi jako księżniczkę z bajki dla dzieci, na tle dalekiej dalekiej Birmy, za lasami, za storczykami. Dla kontrastu dodaje krwawe sceny starcia wojsk z opozycją w stylu „Leona zawodowca” i „Nikity” jako element swojej tożsamości.

Biografia kobiety polityka może stanowić nie lada wyzwanie dla reżysera. Wydaje się, że sceny zostały już nakreślone przez życie, wystarczy obsadzić aktorów i wszystko sfilmować. Jednak potem okazuje się, że postać rzeczywista diametralnie różni się od płaskiej postaci filmowej.

Czytaj również